21 czerwca 2014

Bo warto mieć swój własny kąt...

Udowadniając jak ważna jest własna przestrzeń wspomnę jak to wszystko się zaczęło...

Stawiając nasz dom kilka lat temu byliśmy nieopierzonymi studentami, prowadzącymi jak można to nazwać "lekkie życie" w pięknym mieście Szczecin, dlatego też cały proceder stawiania naszego domu pozostawiliśmy w rękach bliskich, którzy jak można to nazwać znają się na fachu.
W tamtym momencie nie zdawaliśmy sobie sprawy jak ważny stanie się dla nas ten budynek i jak wiele pięknych chwil w nich przeżyjemy.
I to ta właśnie myśl przyświeca mi ilekroć tworzę jakąś przestrzeń. Świadomość budynku, który zamierzamy kupić, wybudować lub wynająć jest sednem tworzenia. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że to w nim będziemy budować nasze więzi rodzinne i tworzyć wspólną przyszłość.

OK... ktoś powie to tylko mury, jednakże w tych murach spędzamy większość naszego życia (nie licząc oczywiście pracy w cudownych korporacjach) i to w nich powinniśmy czuć wytchnienie po całym dniu.

Tworząc swój dom jako młoda kobieta nie myślałam tymi kategoriami. Kolory lądowały na ścianach bez namysłu i świadomości czy w takich właśnie wnętrzach chcę rozpoczynać i kończyć dzień.
Z tamtego okresu jedyne czego nie zmieniłabym w swoim domu to ręcznie robionych drewnianych mebli oraz kominka, ale o tym wspomnę w trochę chłodniejsze dni ;)



W tym poście mowa będzie o moim upragnionym i zrealizowanym marzeniu... przestrzeni do uzewnętrzniania moich wizji wnętrzarskich ... GABINECIE !!!

Kilka lat temu pomieszczenie to było stworzone bez namysłu i niedawno postanowiłam to zmienić. Czerwona ściana, meble zakupione w IKEA całkowicie przypadkiem i parę bibelotów, które nie miały swojego miejsca w domu.
Nie mając za wiele czasu wolnego (mamy małych dzieci wiedzą o czym mówię) oraz przy zaniżonym budżecie postanowiłam podjąć się tego projektu.
Cel: wnętrze jasne, przytulne, dające możliwość tworzenia + oczywiście pasy które odkryłam niedawno jednakże w wersji drogiej ekskluzywnej tapety
Koszt : NIEWIELKI
Wykorzystałam wszystko co miałam w zasięgu ręki (meble z Ikea w kolorze sosny, stare ramki, papier ozdobny znaleziony w domu) + męża który był mi niezbędny w tym projekcie ;)
Zakupy : farby do ścian, farba biała do mebli, dodatki (doniczki, słoiki, kwiatki)
Reszta elementów wykonana ręcznie.
Czas realizacji : 4 dni a właściwie 4 noce, ponieważ na takie godziny pozwalała nam nasza dwuletnia córeczka
Efekt : zamierzony !!!

Jestem zdania, że nie ważny jest budżet, ale wizja, chęci i serce włożone w każdy projekt, bo każdy z nas zasługuje na miejsce tylko dla siebie.... i to jest właśnie moje miejsce !!!
Mało designerskie, trudne do określenia, ale moje. I choć zapewne jeszcze wiele zajdzie w nim zmian to wiem, że ta metamorfoza dała mi kopniaka do działania....
Marta









p.s. Ja się dopiero rozkręcam ;)))))))